Miri Piri w kuchni

Łatwiej mieć zasady, kiedy się jest najedzonym !

Wpisy

  • środa, 27 marca 2013
    • Warkoczyk :)

      Skoro wiosny się już chyba nie doczekamy, a o lecie możemy zapomnieć, bo najwidoczniej nasza Polska zamienia się w biegun - zimna, brzydka, szaro-biała... no nie zachęca do spacerów. Postanowiłam na nią nie czekać. Nie sprawdzać długoterminowej prognozy pogody, nie wyglądać z tęsknotą przez okno. I z porządkami wiosennymi mam zamiar czekać do czasu pojawienia się pierwszych kwiatków, pąków czy kojącej oko zieleni! A co tam :)

       

      f

       

      A dziś upiekłam chałkę przekładaną. Coś trzeba robić, skoro sprzątanie odłożyłam w czasie :)

      Bardzo aromatyczna. Pachnie kakaem i wanilią, a do tego, jak przystała na dobre ciasto drożdżowe, puszysta i delikatna. A robi się prosto i szybko. To jest to, co Miri Piri przed południami lubi najbardziej :)

       

      d

       

      SKŁADNIKI:

       

      • 60 ml letniej wody

      • 1 jajko

      • 60 g miękkiego masła

      • 1 łyżeczka soli

      • 50 g cukru

      • 360 g mąki

      • 7 g suchych drożdży

      • 2 łyżki kakao około

      • 120 ml letniego mleka

      • trochę ekstraktu z wanilii

       

      Na początku zmiksowałam masło z jajkiem, potem dodałam resztę składników oprócz kakao. Gdy ładnie wyrobione, do 1/3 tego ciasta dodałam kakao, i ugniatałam do połączenia się składników. Dałam ciastu odpocząć i podrosnąć przez jakieś pół godziny. Potem na stole rozwałkowałam dość cienko jasne ciasto na kształt prostokąta, obok rozwałkowujemy ciemne, i nakładamy ciemne na jasne, po czym wałkujemy razem. Gdy ma około 4 mm grubości, przecinamy na pół i nakładamy jedną część na drugą, wałkujemy. Czynność powtarzamy jeszcze raz czy dwa. Następnie rozcinamy ciasto na 3 paski, zostawiając około 2 cm nie rozciętego z jednej strony. Zaplatamy z tego warkocz, smarujemy białkiem i odstawiamy na 45-60 minut do wyrośnięcia. Gdy już nam ładnie wyrosło, wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 180 st. C na 15 minut, po upływie tego czasu zmniejszamy temperaturę do 150 st. C i pieczemy jeszcze 15 minut. I gotowe! :)

       

      ss

       

       

      m

       

      Ojj jak ja kocham chałki. We wszelkich edycjach ;p Takkk, jak jest jeszcze cieplutka, to smaruję wierzch masełkiem, dżemem, albo nutellą. Pyszka! :)

       

       

      Przepis z bloga martexsweetdreams.blox.pl z moimi modyfikacjami :)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Warkoczyk :)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      środa, 27 marca 2013 17:55
  • piątek, 22 marca 2013
    • Muffiny, muffiny!

      Są to chyba najsmaczniejsze muffinki czekoladowe jakie jadłam. Tak delikatne, jak to tylko możliwe, a do tego intensywnie czekoladowe. Znikają błyskawicznie. Moje dzieciaczki niejadki potrafią zjeść po 5 na raz :) Żeby zostało ich trochę dla domowników, muszę chować je po szafie, albo wydzielać ;p

       

      g


      Przyznam się, że kiedyś nie lubiłam robić tych małych babeczek. Trafiłam na kilka kiepskich przepisów pod rząd, i wychodziły totalnie źle. Nie wyrastały, miały za dużo masła, który wypływał. Przez długi czas nie tykałam się ich, myślałam, że się nie lubimy i koniec. Potem trafiłam na ten przepis i myślę "raz kozie śmierć!" (oczywiście ja jestem tutaj tą kozą :)) no i efekty końcowe mnie zaskoczyły. Tak się ucieszyłam, że teraz muffiny, to dla mnie standard. Już się ich nie boję :)

       

      W moim zeszycie figuruje wieeele przepisów na muffiny: z malinami, z czekolada biała, z bananami, z serem. I ciągle nabywam nowych. Ajj.. kocham patrzeć jak wystrzeliwują do góry w tych swoich małych papierkach :)

       

      gh 

       

      SKŁADNIKI:

       

      • 120 g czekolady (pół na pół słodka gorzka)

      • 115 g masła

      • 1/2 szklanki cukru

      • 3 jajka

      • 3/4 szklanki mąki

      • trochę ekstraktu z wanilii

       

      Czekoladę z masłem rozpuściłam w kąpieli wodnej, do ładnego połączenia składników, zostawiłam do ostudzenia. Następnie dodałam cukier, i mieszając mikserem, wrzuciłam jajka i ekstrat waniliowy oraz mąkę. Przełożyłam masę do foremek i piekłam w piekarniku nagrzanym do 170 st. C przez mniej więcej pół godzinki.

       

      Przepis bodajże z bloga: cudawiankikuchenne.blox.pl, ale nie jestem pewna!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      piątek, 22 marca 2013 12:23
  • wtorek, 19 marca 2013
    • Bezglutenowe batoniki z masłem orzechowym :]

      Uważam, że szerokie już grono bezglutenowców, ludzi z nie tolerancją laktozy, czy cukru, są wszem i wobec zaniedbywani i próżno szukać produktów bez śladowych ilości wszystkiego i we wszystkim. Niestety ja z moim facetem niedawno dołączyliśmy do tego zacnego grona diety "bez", i szczerze powiedziawszy nie zdawałam sobie sprawy, że nawet w chipsach może być gluten i laktoza. Produkty które możemy spożywać są nie dobre i drogie, dlatego zaczęłam sama kombinować z wypiekami bez mąki. Pierwsze babki, chleby i różne cuda za mną. A dziś batoniki, na które pomysł zaczerpnęłam z bloga dream about muffins. Co prawda tam bezglutenowe nie były, ale tak mnie zachwyciły, że je przerobiłam :)

      Może i nie wyglądają jak 8 cud świata, ale w smaku super :)


      Fenomenem tych ciastek jest to, że można je przerabiać jak się tylko chce! Dodać żurawinę, nie dodawać jabłek, orzechy laskowe, nerkowce! Kto co lubi :)

       

      b

       

      Smakowały nawet dzieciaczkom. Najpierw cuda nie widy z masy solnej (Piękne serduszko na zdjęciach), a potem coś słodkiego :)

      Same batoniki są miękkie, ale słonecznik, sezam i siemię bardzo przyjemnie chrupią.

       

       

      SKŁADNIKI:

       

      • 1 szklanka ziaren (siemię lniane, sezam, prażony słonecznik, migdały, orzechy siekane)

      • 2 jabłka pokrojone w kostkę

      • 1/2 szklanki rodzynek
      • 3 banany rozgniecione

      • 3/4 szklanki masła orzechowego. (Nie kupnego, bo może zawierać gluten!)

      • miód do smaku
      • Jeśli możecie, to proponuje dodać trochę czekolady pokrojonej w kostkę.

       

      a 

       

      Masło orzechowe wrzucam do garnuszka i dodaje banany, mieszając dodaję miodu, potem jabłuszka i ziarna. Słonecznik wcześniej chwile prażyłam w piekarniku rozgrzanym do 200 st. C. Powstaję gęsta papka, którą przełożyłam do foremki do babki wyłożonej papierem do pieczenia. Powierzchnie ładnie wygładziłam i wstawiłam do piekarnika na 25 minut w 160 st. C. Po upieczeniu wyciągnęłam, i poczekałam chwilę, jak trochę przestygło, pokroiłam w paski :)

      Tak więc batoniki szybkie, dobre i bardzo zdrowe! Samo siemię lniane jest przecież niesamowicie zdrowe. Zapobiega problemom żołądkowym, zawiera w sobie olej, który pomaga chronić się przed rakiem i dobrze wpływa na włosy, paznkocie czy skórę :)

       

      Gorąco zachęcam wszystkich, którym natura nie pozwala jeść tradycyjnych rzeczy! Na pewno zasmakują wszystkim, którzy są spragnieni słodkich smaków.

       

       

      f

       

      c

       

      Przepis zaczerpnięty z bloga: http://dream-about-muffins.blogspot.com/ z przeróbkami :)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Bezglutenowe batoniki z masłem orzechowym :]”
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 marca 2013 14:56
  • sobota, 16 marca 2013
    • Żuuurek!

      Oglądam Nigelle i myślę sobie, że można mieć większy rozmiar i nadal być sexowną, kobiecą i doskonałą. Nie wiem czemu wszyscy dążymy do tego rozmiaru ZERO. Jeszcze niedawno cieszyłam się jak głupia, bo zmieściłam się w spodnie rozmiaru s. I tak sobie myślę, co w związku z tym? Cycki mi trochę zmalały, a nie jestem z tego faktu zadowolona ;p A przecież nie chcę upodobnić się do tych dziewczyn z wybiegów, które przecież w cale nie są sexowne.Ta cała pogoń za wymyślonym ideałem piękna jest bezsensu. Katujemy się dietami, albo jak w moim przypadku – ćwiczeniami, po to, żeby się podporządkować. Nie dawno czytałam, że w Mauretanii sexowna jest otyłość. I idę o zakład, że tam kobiety faszerują się tłustym jedzeniem i fast foodami, a żeby tylko mieć jedną fałdkę więcej. Hmm.. nie mowie, że otyłość jest dobra, ale nadmierna szczupłość chyba też nie. Dlaczego nie możemy klaskać kobietą, które są normalne. Które mają ładne, pełne kształty, które przecież powinny świadczyć o kobiecości. Prawda?

       

      Tak mnie naszła ochota ostatnio na żurek. Ale taki na własnym zakwasie, trochę zawiesisty, z majerankiem, boczkiem i białą kiełbasą :)

       

      sw


      Także kilka dni temu zrobiłam zakwas i z niecierpliwością czekałam, aż będzie gotowy.

      Żurek jest chyba moją ulubioną zupą. A tak rzadko ją robię. Może właśnie dlatego jest ulubiona? :)

       

      A gdy już zrobiona, to po domu roznosi się ten wspaniały zapach, który do kuchni zwabi największego gbura, czy śpiocha.

       

      ZAKWAS:

      • 1 litr wody

      • 1 szklanka mąki żytniej

      • 2-3 ząbki czosnku

      • 2 liście laurowe

      • 4 ziarna ziela angielskiego

       

      Do naczynia w którym będzie zakwas dojrzewał, wsypujemy mąkę, czosnek nie obrany, tylko zmiażdżony nożem, ziele, liście laurowe, i zalewamy to lekko ciepłą wodą. Mieszamy, jeśli powstały grudki, to w miarę je usuwamy. Przykrywamy naczynie ręcznikiem lub gazą, i odstawiamy na 4-5 dni.

       

      s

       

      SKŁADNIKI NA ZUPĘ:

      • pół kilo białej kiełbasy

      • 30-40 dkg łopatki wieprzowej

      • pół kilo boczku wędzonego

      • 2-3 ziemniaki

      • duuużo majeranku

      • 2 cebule

      • trochę śmietany 30 do zabielenia żurku

      • sól, pieprz

       

      Mięso gotujemy w garnku z wodą. Jak już jest ugotowane, wyciągamy, lekko studzimy i kroimy wszystko w kostkę, a kiełbasę w prążki. Następnie wrzucamy wszystko na patelnie, razem w cebulką pokrojoną w kostkę i przysmażamy. Potem z powrotem do wywaru z mięsa, dodajemy ziemniaczki pokrojone w kostkę i zalewamy przecedzonym przez sitko zakwasem. Uwaga! Zakwas lejemy po woli, mieszając i próbując. Dajemy go tyle, żeby żurek odpowiadał nam kwasowością. Doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem, i podgotowujemy jeszcze z 15 minut, do zmięknięcia ziemniaków. Po wyłączenia wlewamy trochę śmietanki, tak około 100 ml. Smacznego :)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Żuuurek!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      sobota, 16 marca 2013 15:18
  • czwartek, 14 marca 2013
    • Chu chu cha!

      Wiosna jednak nie przyszła. Gdy usłyszałam dziś rano, że jest -15 st. C, odechciało mi się wychodzić z łóżka. Bo jak to tak? Połowa Marca, a tu śnieg? Zazwyczaj już nosiłam wiosenną kurteczkę. A gdy wsiadłam w samochód, było wszędzie biało i nawet powietrze zdawało się mówić: "Zamarzam", obudziła się we mnie nutka buntu! Obraziłam się śmiertelnie na rajstopki, grubaśne leginsy, płaszcze zimowe, czapki z pomponami, szaliki i kozaki! Wchodząc do domu, kopnęłam ze złością swojego kremowego bucika, Bogu ducha wiadomo czemu on winien, i ze złością zczepałam śnieg z nogawek spodni. Chociaż słoneczko już wysoko na niebie, świeci intensywnie, chcą zwiastować wiosnę i obsypywać pąkami drzewa, to paskudna ZIMA nie chce dać nam spokoju!

      Ale summa summarum, całe to moje obrażanie sensu nie miało, bo jak szłam na miasto, to musiałam pogodzić się z moim ciepłym, ochronnym asortymentem, a żeby nie zamarznąć pod sklepem :)

       

      s

       

      Na przekór zimie, śniegowi, zdrapywaniu lodu z szyb samochodu i odśnieżaniu podwórka, zrobiłam całkiem słoneczne rurki z kremem. Jakże smaczne! Delikatne, a jednak chrupiące, z delikatnie słodką bitą śmietaną w środku. Na drugi dzień już ich nie było. Co dowodem jest samo w sobie :)

       

      s

       

      RURKI Z KREMEM:

       

      • pół kilo mąki pszennej

      • 20 dag masła (plus 5 dag masła do smarowania foremek)

      • 25 dag jogurtu naturalnego (Ja użyłam probiotycznego)

      • szczypta soli

      • 500-600 śmietany 30 %

       

      Wszystko razem zagniotłam. Odstawiłam do lodówki na godzinkę, pod folią spożywczą. Następnie podsypując mąką, rozwałkowałam na grubość około 1 mm i pocięłam na pasy o szerokości ok 1,5 cm, a długości koło 20 cm. Piekarnik nastawiłam na 200 st. C. Każdą foremkę do rurek smarowałam roztopionym masłem, a następnie owijałam ciasto, od węższej strony do szerszej. Na talerz wysypałam trochę cukru, i jedną stronę rurek smarowałam też roztopionym masłem, a następnie maczałam w cukrze. Rurki układałam na blaszce na papierze do pieczenia i gdy już gotowe, to do piekarnika na 15 minut, do uzyskania koloru jasno-złotego. Po wyciągnięciu, odczekać chwilę (dzięki temu rurki zachowają kształt, bo całkowicie gorące ciasto może się zapaść i nie będzie miejsca na krem), po czym ściągać rurki z foremek. Na koniec ubić kremówkę, dosładzając do smaku i nabijać nią rurki.

       

      f

       

      Smacznego :)

       

      Przepis z bloga mojewypieki.pl, ale zamieniłam kwaśną smietane na jogurt, troszkę zmniejszyłam ilość masła, i posmarowałam wierzch rurek masłem, żeby cukier lepiej się trzymał.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 marca 2013 17:15
  • czwartek, 07 marca 2013
    • Wiosennie :)

      Wczoraj był bardzo ładny dzień. Słoneczko było wysoko na niebie, świeciło jasno i grzało tak mocno, jak tylko mogło. A że akurat miałam moje dwa paskudy na cały dzień, podreptaliśmy na plac zabaw. Oni skorzystali z karuzeli, zjeżdżalni i pozawierali nowe dziecięce przyjaźnie, a ja usiadłam na huśtawce w samym środku obszaru osłonecznionego ( ;p) i wygrzałam tyłeczek i wszystko inne :) Po powrocie skorzystałam z przepisu cudawiankowej na pieguski. Z dzieciaczkami zawsze jakieś ciastka robimy, wiec świetnie się złożyło, że ten przepis się pojawił.

       

      ciastka

       

      Ciasteczka wyszły fenomenalnie. Zniknęły w jedno popołudnie, choć zrobiłam z podwójnej cudawiankowej porcji. Szwagier napisał mi sms, że jedząc je doznał "Ciastkowego orgazmu. Ciastgazmu". Cokolwiek to znaczy i jakkolwiek niepoprawna jest to forma ;p

       

      A dzisiaj, na gazówce bulgoczę sobie kapuśniaczek na obiad. Tak mnie naszło na niego. Zdrowy, smaczny, jeden z podstawowych smaków Polskich. Jak dobrze od czasu do czasu zjeść sobie coś tak tradycyjnego :) Według mnie, nasze tradycyjne Polskie dania powinny łaskotać co jakiś czas nasze podniebienia, bo chyba dla każdego te smaki są niezapomniane. Każdy pamięta rosołek czy bigos babci :)

       

      d

       a

       

       

      Pieguski:

       

      • 300g miękkiego masła

      • 180g cukru

      • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

      • szczypta soli

      • 290g czekolady (200 g mlecznej i 90 g gorzkiej)

      • 2 jajka

      • 450g mąki pszennej

      • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej



      Czekoladę pokrojoną odłożyć na bok. Masło zetrzeć mikserem, dodać cukier i wanilie, następnie jaja, po tym odłożyć mikser i wyrabiać albo ręką, albo drewniana łyżką. Dodać przesianą mąkę z solą i sodą. Na koniec dodać czekoladę i wymieszać. Piekarnik rozgrzać do 190 st. C. Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia układamy małe kuleczki z ciasta. Wkładamy do piekarnika na około 15 minut. Po wyciągnięciu niech chwile postoją, a następnie można przekładać do pojemnika. Mi wyszło z tej porcji 60 ciasteczek.

      Smacznego :)

       

       

      Przepis z bloga brulionzprzepisami.blox.pl zmieniłam tylko ilość cukru i czekolady.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wiosennie :)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 marca 2013 19:22
  • poniedziałek, 04 marca 2013
    • Brownies :)

      Gdy pojawia się okazja w moim domu do świętowania, jakieś urodziny, święta, zjazdy rodzinne, zawsze siadamy i spisujemy co chcemy zrobić do jedzenia. I zawsze, ZAWSZE słyszę: brownies. Ja w odpowiedzi pokazuje masę przepisów, nowych, ciekawych, niewypróbowanych, ale niestety ten czekoladowy specjał, jest niezaprzeczalnie numerem jeden. Zawsze, ale to zawsze musi być u nas w domu. A kto go spróbuje, prosi o przepis.

       

      m


      Niestety nie pamiętam, od kogo ten przepis mam, kiedyś spisałam go z jakiegoś bloga. Jedyne co wiem, to że jest to troszkę zmodyfikowany przepis Nigelli :)

       

      Nie wiem jak u was, w waszych częściach świata, ale u mnie aż chce się żyć. Słoneczko świeci, po śniegu nie ma już śladu. Gdy wstaje się rano, i nie jest już tak ciemno, ptaki śpiewają, to od razu odechciewa się wracać do domu pod kołdrę :)

       

      Także zapraszam, do rozkoszowania się smakiem czekolady z orzechami i słońcem, które niewątpliwie zwiastuję nam wiosnę!

       

      SKŁADNIKI:

       

      •     375 g niesolonego masła
      •     375 g gorzkiej czekolady
      •     1 łyżka ekstraktu z wanilii
      •     380 g cukru
      •     225 g mąki
      •     1 łyżeczka soli
      •     6 jajek dużych
      •     300 g posiekanych orzechów włoskich


      Masło i czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, i wymieszać do powstania
      jednolitej konsystencji. W misce roztrzepać jajka z cukrem i wanilią. Dodać
      mąkę i sól. Dobrze wymieszać. Następnie dodać masę czekoladową i
      orzechy. Wylać na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i piec w
      piekarniku rozgrzanym do 180 st. C przez około 25 minut. Sprawdzić
      patyczkiem, ale patyczek nie może być całkowicie suchy. Fenomen tego
      ciasta jest taki, że jest ono ciężkie i mokre. Takie trochę zakalcowate :)

      Polecam gorąco! :)

      b

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 marca 2013 16:33
  • wtorek, 26 lutego 2013
    • Quiche z pomidorami

      Sesja przy ukończeniu – jak na razie pomyślnie. Zostały dwa egzaminy, wiec nie rozdrabniając się, jak zwykle konsekwentnie udaję, że nie widzę notatek, płynącego do przodu czasu, zbliżających się terminów. A w nadmiarze widzę bałagan w moim pokoju, nawet zrobiłam małe przemeblowanie. Charytatywnie zorganizowałam mamci urodziny, a teraz zgłosiłam się na ochotnika do pomocy przy roczku małego Kubusia. Tak właśnie. Ciężkie życie studenta ;p

       

      quiche

       

      A tak całkowicie niespodziewanie przypomniałam sobie o quichu. Jakże prosta potrawa, a cieszy każde podniebienie. Bynajmniej u mnie w domu :) Przepis jest mój. Lubie kombinować smakowo, także każdy quich jest u mnie inny. Co mi wpadnie w ręce, to wpada do nadzienia :)

       

      KRUCHE CIASTO:

       

      • 185 g mąki

      • 1 żółtko

      • 125 g schłodzonego masła

      • 4-5 łyżek zimnej wody, jeśli będzie trzeba

      • duża szczypta soli

      Wyrobić wszystkie składniki, owinąć folia spożywczą i wstawić do lodówki na jakieś pół godziny. Następnie rozłożyć w foremce do tarty, również na bokach. Podziurkować widelcem i wstawić do rozgrzanego piekarnika do 180 st. C na 10 minut.



      NADZIENIE:



      • 200 g wędzonego boczku

      • 100 g sera żółtego

      • 150 g pieczarek

      • 2 duże cebule

      • 2 pomidory

      • sól, pieprz, majeranek, bazylia

      • śmietana 18 duży kubek

      • 3 jajka

       

      c

       

      Boczek pokroić w kostkę, podsmażyć na patelni, następnie kroimy i smażymy cebule. Ser ścieramy na tarce o dużych oczkach, pieczarki kroimy jak kto lubi. Następnie w misce mieszamy śmietanę z jajkami, solą, pieprzem i majerankiem. Dodajemy do miski boczek, cebule i pieczarki. Mieszamy. Wylewamy zawartość miski do tarty ze spodem kruchym, posypujemy serem i sypiemy bazylie. Na sam koniec układamy na wierzchu pokrojone w plastry pomidory. Wstawiamy do piekarnika na 40 minut w 180 st. C.

      Życzę smacznego :)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Quiche z pomidorami”
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2013 12:10
  • środa, 20 lutego 2013
    • Torcik jabłkowy

      Nie wiem jak wy, ale ja zawsze w sezonie letnio jesiennym robię całą masę przetworów, żeby w zimę, gdy – tak jak dzisiaj – śnieg nas 'uszczęśliwia' na stół mogłoby powędrować ciasto, które smakiem będzie przypominało nam o tych ciepłych dniach. O jesiennych spacerach, złotych liściach, zbiorach jabłek, truskawek, i co straszliwie kocham – o szparagach :)

       

      k

       

      Dlatego powędrowałam do piwnicy po 2 słoiki jabłek i zabrałam się do pracy nad torcikiem jabłkowym, który ma fenomenalny smak :)

      SKŁADNIKI:

       

      • około 750 g jabłek

      • 125 g mielonych migdałów

      • 200 g cukru pudru

      • 3 łyżeczki cynamonu

      • 3 białka + 1 żółtko

      • 200 g mąki

      • szczypta soli

      • 100 g masła

      • 250 ml mleka

      • 1/2 opakowania budyniu waniliowego

      • 250 g bitej śmietany

       

      Jeśli nie posiadacie gotowych jabłek w słoiczku pokrojonych i przesmażonych z cukrem, to musicie całe jabłka umyć, osuszyć usunąć gniazda i pokroić na kawałki przeciętnej wielkości (ponieważ i tak będziemy je miksować). Następnie jabłka podsmażyć na patelni, lub wrzucić na blaszkę z papierem do pieczenia i i piec około 40 minut w 180 st C.

      Do przesianej mąki dodać żółtko, sól, 80 g cukru pudru i pokrojone na kawałki masło. Wyrobić gładkie ciasto i wstawić do lodówki na 30 minut.

      Jabłka zmiksować, (Ja traktuje te blenderem) połączyć z migdałami i 80 g cukru pudru i cynamonem. Pod koniec mus delikatnie wymieszać z pianą z białek.

      Ciasto wyciągnąć z lodówki i rozłożyć w tortownicy, w taki sposób jak w formie do tarty, spód i boki, podpiec 10 minut w piekarniku nagrzanym do 170 st. C, następnie wyłożyć masę jabłkowo migdałowa i piec około 1 godziny w takiej samej temp.

      Z mleka, budyniu, reszty cukru pudru i budyniu ugotować gęsty krem. Ostudzić. Masę połączyć z bitą śmietaną. Wystudzony tort wyciągnąć z formy i nałożyć na wierzch krem budyniowy. Wierzch posypać cynamonem.

      

      k

       

      h

       

      Przepraszam, za tak słabą jakość zdjęć, ale zostawiłam torcik na blacie, wyszłam na zakupy i jak wróciłam, to połowy nie było, a rodzina uraczyła mnie radosną wiadomością, że zdjęcia już zrobili, wiec mam się nie denerwować ;p

       

       

      Przepis z gazety 'gotuj krok po kroku' z dość dużymi modyfikacjami :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      środa, 20 lutego 2013 13:34
  • wtorek, 12 lutego 2013
    • Walentay Walentay :)

      Sezon walentynkowy w pełni, wszędzie serduszka, poduszki, lizaki. Czerwień i róż biją po oczach :) I chociaż walentynki to takie 'banalne' święto, to jednak ma coś w sobie, i mimo wszystko wywołuję uśmiech na ustach, gdy tego dnia dostanie się od ukochanej osoby różę, walentynkę czy upominek zapakowany w odświętny papier :) Na ostatnie walentynki mój Tygrysol się postarał, upiekł mi tort i dostałam piękny wisiorek żabkę, jako że tak się do mnie zwraca. Jestem niezmiernie ciekawa co dostane tym razem. Cały świąteczny nastrój może jedynie popsuć fakt, że Tygrys ma w piątek obronę licencjatu, więc może być truszko spięty ;p Ja jak zwykle, ograniczona finansowo postanowiłam upiec mu bezglutenowy czekoladowy placek (Niestety moje biedactwo ma nietolerancje glutenu i praktycznie w ogóle nie je słodyczy) A co do reszty to nie powiem, bo jeszcze wlezie i przeczyta i będzie klops ;p

      Wczoraj, 'z braku nudów' zrobiłam dobry, niezawodny i podejrzewam, że każdemu znany skubaniec, z przepisu mamusi :) Wykopałam z mojej wieeelkiej zamrażalki truskawki i jagodę kamczacką i zaczęłam piec.

       

      skubaniec

       

      skub

       

      SKUBANIEC:

      • 0.75 kg mąki

      • 2 kostki masła

      • 3 łyżki smalcu

      • 1 mały proszek do pieczenia

      • 6 łyżek cukru

      • 6 żółtek

      • 3 łyżki kakao

      • 1 szkl cukru do białek

       

       

      Wyrobić masę z mąki, masła, smalcu, proszku i 6 łyżek cukru. Ciasto podzielić na trzy części. Pierwszą część poskubać na blachę i ugnieść, żeby stworzyło podstawę do ciasta. Drugą część rozrobić z kakaem i poskubać na blachę. Na to rozłożyć owoce (obojętnie jakie. Ja najczęściej używam truskawek. Ale proponuje, żeby tych owoców było dużo, wtedy placek, pomimo kruchego ciasta, będzie niesamowicie wilgotny) posypać je troszkę cukrem i rozłożył białko ubite na sztywno ze szklanką cukru. Na pianę poskubać trzecią część ciasta. Piec około 50 minut w rozgrzanym do 180 st. C piekarniku. Ciasto będzie gotowe, gdy wierzchnia kruszonka (poskubane ciasto) delikatnie się zarumieni.

       

       

      Pomimo proporcji, placek jest dostatecznie słodki, i wcale nie jest tłusty. Jest to mocno kruche ciasto, dlatego taka ilość masła jest idealna. A jeśli dla kogoś ciasto będzie za mało słodkie, to zawsze można wierzch posypać cukrem pudrem. Tym, którzy znają ten przepis z dzieciństwa i tym, którzy nigdy tego placka nie próbowali – polecam :)

       

      No i życzę wszystkim udanych, słodkich i pełnych sexu walentynek :P :)

      

      s

       

      zaba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Walentay Walentay :)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      alohaskarbie
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lutego 2013 19:30